CZY SOLIDARNOŚĆ UCZNIOWSKA JEST DOBRA NA WSZYSTKO? Autor: Lora Pawliszcze

Od zarania dziejów łączymy się w większe lub mniejsze społeczności. Motywacje były i są różne, lecz jedna z nich, mianowicie potrzeba ludzkiego wsparcia, towarzyszy nam od zawsze i nie traci na aktualności.
Wszystko jednak ma swoją cenę. Każda wspólnota ludzka powstaje na bazie określonego pisanego lub niepisanego kodeksu, podporządkowanie się któremu stanowi warunek zostania jej członkiem. Dla jednostki oznacza to konieczność wniesienia korekt do osobistych wyborów. Dlatego niejednokrotnie iskrzy pomiędzy tym, co wolelibyśmy, a tym, co nam wolno. Zresztą, nie może być inaczej, skoro tylko w dzieciństwie odbieramy świat bez zastrzeżeń, gdy już w okresie dorastania dochodzą do głosu samoświadomość oraz zdolność do refleksji, a zatem pojawia się możliwość krytycznej i zarazem samodzielnej oceny tego, co ofiaruje otoczenie. Owy krytycyzm jest o tyle zbawienny, iż życie weryfikuje raz przyjęte założenia i dlatego wyjście poza ich ramy może się okazać jedyną szansą samorealizacji. Jednak skorzystanie z takiej szansy wymaga niemałej odwagi osobistej, ponieważ otoczenie często odbiera to jako atak na jego system wartości ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Tak się składa, że początki kształtowania osobowości oraz poznawania zasad życia społecznego zbiegają się w czasie z okresem edukacji szkolnej. W rezultacie to, co w tym względzie ofiaruje szkoła, tak czy inaczej zaznacza się na trybie i jakości naszego przyszłego życia.
Szkoła tymczasem jest projekcją społeczeństwa, w niej jak w soczewce zebrane są reguły gry panujące w świecie dorosłych. Dlatego przestępując próg szkoły od zaraz trafiamy na półkę wyznaczoną przez hierarchię społeczną. W zależności od miejsca w szeregu naszym udziałem staje się wyizolowanie, a nieraz szykany, lub, druga skrajność, wszech przyzwolenie. Taki stan rzeczy zdezorientowane dziecko odbiera w pierwszym przypadku jako skutek własnej ułomności, zaś w drugim jako prawo na bezkarność. W obu zaś przypadkach grozi to zaburzeniem osobowości dziecka. Dlatego tak ważna jest świadomość tego, iż szkoła jest miejscem poznawania nie tylko podstaw matematyki itd., lecz również zasad stosunków społecznych, a zatem przedmiotem troski nauczycieli musi być wyrobienie u uczniów nie tylko pracowitości, obowiązkowości czy zdyscyplinowania, lecz również wrażliwości społecznej.
Poza czynnikami społecznymi źródłem dyskomfortu życia szkolnego są pospolite ludzkie przywary. Jedną z takich przypadłości jest brak tolerancji wobec myślących inaczej. W rezultacie rozwój intelektualny każdego ucznia z osobna staje się zależny nie tylko od jego osobistych ambicji, lecz również od tego, czy jego postawę akceptuje reszta zespołu klasowego.
Tymczasem, jak uczy mądrość ludowa, tendencje dominujące w naszym otoczeniu mogą być różne: „Na bezrybiu i rak ryba”(tolerancja bylejakości), „Lepiej zgłupieć z mądrym niż zmądrzeć z głupim”(preferencja pozytywnych wzorców), „Jak trafiłeś między wrony, będzie krakał jak i ony”(negacja odmiennych postaw) itd.
Otóż, w każdej klasie znajdziemy sympatyków przeróżnych opcji. Nie brakuje więc również zwolenników brnięcia po linii najmniejszego oporu i w rezultacie stosowania metod pokrętnego zdobywania profitów. Nierzadko natura obdarza takie jednostki cechami przywódczymi, co gorsza, czasami w parze ze skłonnością do narzucania innym swojego systemu wartości. Stąd niemalże pewne, że wcześniej czy później jednostki te sięgną po przywództwo w klasie, więcej, stworzą lobby wymuszające na reszcie kolegów obniżenie lotów. Niejeden nauczyciel zna to z autopsji. Mnie również zdarzało się uczyć w klasach, w których prym wiodło lobby właśnie takiego rodzaju. Ponieważ wysiłek umysłowy jest o rzędy trudniejszy od pamięciowego odtwarzania informacji, to próbowano zmusić mnie do przejścia na werbalny tryb nauczania i jednocześnie oceniania płynnie recytowanych tekstów książkowych wysokimi notami. O ile uparcie nie obniżałam poprzeczki, wypowiedziano mi wojnę. Metody były różne: od prób rozwalania lekcji po konsekwentne ignorowanie motywacyjnego aspektu omawianych zjawisk. Spytałam więc uczniów, czy to, co się dzieje na moich lekcjach, jest tylko moim udziałem. Usłyszałam, że gdzie indziej jest o niebo gorzej. Pytając zaś o reakcję wychowawcy dowiedziałam się, że sprowadza się ona tylko do płaczu i narzekania. Niestety, w kwestii wychowania, podobnie jak w medycynie, łatwiej zapobiegać niż leczyć.
Niemniej profilaktyka nie należy do łatwych zadań wychowawcy klasowego. Na to się składa kilka istotnych powodów. Po pierwsze, solidarność grupowa jest dla uczniów wartością nadrzędną. Trudno się temu dziwić, gdyż każdy był uczniem i dobrze wie jak wiele zależy od przychylności lub jej braku ze strony kolegów. Poza tym rozwiązanie problemu wymaga rozeznania w relacjach miedzy uczniami, gdy tymczasem klasa ma dwa oblicza: jedno dla oczu wychowawcy i drugie przed nimi skrzętnie ukrywane. I w tej kwestii racja po stronie uczniów, bowiem nie odsłaniając całej prawdy o sobie zostawiają pola na odrobinę ułańskiej wyobraźni czy chwilę słabości, innymi słowy, mogą uwolnić się od permanentnego bycia pod pręgierzem sankcji. Nie ułatwia sprawy również to, że metody wychowawcze nie mogą kolidować z etyką życia społecznego. Na przykład trudno uznać za dobre wyjście z sytuacji znaną nam z życia praktykę korzystania z usług tzw. zauszników.
W takich realiach jedyną niebudzącą zastrzeżeń bronią wychowawcy pozostaje jego własna spostrzegawczość oraz przenikliwość psychologiczna. Na szczęście nic się nie dzieje bezobjawowo. Ratuje również to, że mniej więcej wiadomo kiedy należy być szczególnie czujnym. Chodzi mianowicie o drugą klasę licealną, bowiem wcześniej aktywność niepożądanych liderów paraliżuje onieśmielenie z powodu wejścia w zupełnie nowe otoczenie oraz braku rozeznania w tym otoczeniu.
Nie mniej trudnym jest wybór sposobu zapobiegania niekorzystnym układom klasowym. Nie ma na to uniwersalnej recepty. Znacznie łatwiej jest wymienić te posunięcia, które niechybnie prowadzą do pirrusowego zwycięstwa.
Przede wszystkim nasze metody nie powinny zrażać do nas samych. Do takich metod należą między innymi metody represyjne. Mimo najlepszych intencji głównym przegranym zostaje wówczas nauczyciel, ponieważ siła zawsze jest po stronie większości. Osiąga się tylko tyle, że klasa staje się szczelnie zamkniętą enklawą. Przyczyna jest prosta. W atmosferze nacisku zaczynają czuć się zagrożeni wszyscy bez wyjątku, gdyż zawsze może wyjść na jaw, że ten i ów nie należy do klanu wymarzonych przez nauczyciela aniołków. W takim układzie szanse nauczyciela na wychowanie uczniów spadają praktycznie do zera.
Następna prawda, której uczy życie i którą warto zawsze mieć na względzie, to fakt, iż mamy ograniczony wpływ na kształtowanie postaw innych ludzi. Najmniej osiągamy wtedy, kiedy wychowanie sprowadza się do pouczeń, zaś przegrywamy wszystko, jeżeli nie cieszymy się zaufaniem uczniów i/lub nasza postawa osobista koliduje z głoszonymi prawdami. Przecież nie tylko nauczyciel obserwuje uczniów, lecz również on sam jest pilnie obserwowany i to przez znacznie większą liczbę par oczu. Nie ukryją się przed nimi obłuda czy ewidentna demagogia. Nauczyciel, który nie jest sobą, lecz udaje kogoś innego, nie może nawet liczyć na niewymuszony posłuch wśród uczniów. Przywdziewanie szat rycerza bez skazy, jak zresztą i wszechwiedzącego mędrca, z jednej strony jest nieskuteczne, gdyż uczniowie zawsze wiedzą kiedy król jest nagi, z drugiej zaś zbędne, bowiem ku pociesze stanu nauczycielskiego uczniowie przebijają niejednego ze swoich opiekunów wyrozumiałością dla ludzkich słabości.
Poza tym nasze działania w żadnym przypadku nie powinny godzić w ludzkie poczucie godności osobistej. Dlatego nie do przyjęcia jest praktyka wyszukiwania winnych i tym bardziej ich imiennego napiętnowania. Znacznie więcej osiągniemy w kwestii wychowania ufając naszym uczniom w sprawie uzdrawiania ich wzajemnych relacji. W ten sposób stawiamy na światłą stronę osobowości każdego z uczniów i, jak uczy doświadczenie, to działa. Jednocześnie ważne jest dla dobra sprawy, aby nasza postawa osobista nie budziła żadnych wątpliwości po czyjej jesteśmy stronie.
Niezaprzeczalnie społeczność szkolna jest daleka od ideału. Nasze pierwsze zderzenia z przejawami społecznej niesprawiedliwości oraz pokrętnością natury ludzkiej, które zawdzięczamy właśnie szkole, jak to nie smutnie brzmi, uczą nas żyć w realnym świecie, w którym również panuje nie tylko dobro, lecz i zło. Nie pozbawia to jednak sensu walki nauczyciela o sprawiedliwy ład, bezinteresowność, prawdomówność i odwagę osobistą wychowanków, gdyż bez uszlachetniania postaw młodych ludzi trudno liczyć na coraz bardziej doskonałe funkcjonowanie całego społeczeństwa.