Proces mężczyzny i 4 rodzaje męskiej mocy.

Світлина від Олега Павлище.

Ten tekst adresowany jest do mężczyzny. Oszczędzę Ci na wstępie, chłopie, nausznego makaronu o tym jakim to jesteś “emanacjem” męskiego boskiego pierwiosnka, czy jak oświecony, tęczowy, czy inny tam z natury jesteś. Zaczynam tę opowieść z miejsca, w którym się często znajdujesz – w gęstwie dezorientacji, w szarpaninie prób panowania nad własną naturą, przywiązany do fotela, biurka, maszyny, oczu pełnych rozczarowania i oczekiwań Twoimi działaniami i zaniechaniami. Z miejsca, gdzie jako człowiek często słyszysz, że jesteś reprezentantem tej plagi zwanej męskością, której to plagi nawet nie potrafisz atrakcyjnie reprezentować .. 🙂 Jednym słowem mówię teraz do mężczyzny, który uwierzył modnym prawdom, że wrażliwość i łzy mu przystoją i dogłębnie przejął się spustoszeniu jakie jego nieczuli pobratymcy poczynili łonu tej Ziemi i kobietom.. biorąc za to paraliżującą winę na własne, mniej, lub bardziej prawicze barki.

Mówi się, że im więcej istnieje potrzeby mówienia o czymś, tym gorzej ze zrozumieniem, czym to jest.. Jeśli jednak zanegujemy potrzebę i deficyt wyrażony w słowach, jak wpadniemy na te słowa, które nareszcie odbiorą nam mowę ze wzruszenia..?

Jeśli nie będziemy pchali rąk w ogień, nie zrozumiemy, czym jest. Nie dowiemy się niczego o naszym instynkcie przetrwania, o tym, co go warunkuje i co go przekracza, oraz zakłamuje. Odkrywając kłamstwo o nas jako dar, rozumiemy, że nie otrzymaliśmy niczego, o co nie prosiłaby nasza zdolność doświadczania. Bycie mądrym przed szkodą, jeśli nie zna się smaku błądzenia, często jest błądzeniem podwójnym, bo udającym kontrole, której zachować nie potrafi..i nie powinno.

Tym właśnie jest punkt wyjścia tej podróży, która ma odwagę przyznać, że rozpoczyna się w chaosie lęku i dezorientacji.

To brzmi jak początek bajki, legendy, mitu.. Mitu, który jak większość mitów, służy do przechowywania smaku prawdy o sobie, w chłonnych warstwach tkanki legendotwórczej, w jej pustych (a więc otwartych) przestrzeniach.

Obalany ostatnio schemat mężczyzny jako władcy, w którym jesteś spychany z roli kierowniczej, osiągnięcie której dotychczas postawiono Ci za zadanie życiowe, schemat ten jest paradoksalnie jeszcze silniej wytęskniony w dzisiejszym świecie, przez tych, którzy go obalają. Paradoksalnie (to słowo, które będzie tu często występować) bowiem uświadamiasz sobie, że schemat męskiej supremacji, tak obecny w postrzeganiu zbiorowym, w Twojej indywidualnej świadomości wyraża się co najwyżej lękiem, że wzięta odpowiedzialność Cię przerośnie..

W praktykowanym z wieloletnim powodzeniem schemacie kata-ofiary, często bywa tak, że owe ofiary, w pozycji współzależności odnalazły swój sposób na wyrzeczenie się odpowiedzialności za własne szczęście. To generuje popyt na Ciebie, jako decydenta. Władcę, który weźmie na siebie odpowiedzialność za to jak bardzo przesrane mają ci pod nim, oraz władcę, którego będzie można za własne niedole jawnie oskarżać, a w skrytości ducha modlić się, by przypadkiem nie umarł, nie rozwiódł się, nie odszedł, nie zapił na śmierć….nie uwierzył oskarżeniom poddanych, nie załamał się i .. nie został sługą, pokutnikiem, niewolnikiem wyrzutów sumienia..

Mężczyzna jako sługa, stawiany w tych bardziej powierzchownych nurtach współczesnej społecznej płciofilozofii, jako pałoodgięcie wieków niewolniczego przypinania kobiet do kieratu, jest towarem o tyle niby pożądanym, co … wzgardzonym, gdy już został zdobyty..

Jako ludzie (mężczyźni i kobiety), jesteśmy siebie warci, pod każdym względem i niezależnie od tego jak się konfigurujemy w tańcu współzależności, otrzymujemy od siebie wzajemnie dokładnie to, kim jesteśmy dla siebie samych i jak samych siebie w głuszy matecznika naszej podświadomości postrzegamy. Być może dlatego utrudzona natura kobiety każe jej wielokroć pragnąć anielskiego asystenta, który będzie antytezą zapijaczonego ojca (ale jednak ojca), narcystycznego (lecz jakże zwierzęco fascynującego 🙂 ) uwodziciela, roszczeniowego i leniwego męża (aleć zawsze jakiegoś męża).. i ta sama natura odnajdzie swoistą przyjemność w odwecie za poczynania tych ostatnich, gdy już taką otwartą, ustępliwą i pełną empatii antytezę znajdzie w Twojej osobie. Zapewne czytasz to właśnie jako taki mężczyzna, wypatrujący z jej wściekłych oczu niewyrażonych pragnień, za spełnienie których.. skapnie Ci kropla jej przebaczenia.. ona jednak nie skapnie, trzeba Ci bowiem wiedzieć, że ona przede wszystkim nie potrafi opanować wzgardy dla Twojej pokuty i usłużności, która jest w jej sercu synonimem słabości, a to odbiera jej poczucie bezpieczeństwa.. I tak jak Ty bezwiednie brałeś jej przestrzeń, gdy milczała, tak ona świadomie, lub nie, ale wykorzysta każdy Twój gest samodeprecjacji. I gorzki to będzie dla niej tryumf, bo oparcia w Tobie wtedy nie ma żadnego.

I jeśli zabrakło Ci jaj, żeby wziąć rolę inną niż sługi, to podziękować za to możesz tylko sobie, bo rola ofiary.. no cóż.. patrz wyżej..

Nie jest to regułą, bo konfiguracji dobierania się w role wzajemnego na sobie pasożytowania jest miliard.. a nie o tym tu ma być mowa..

Cierpliwości… jeszcze trochę schematów i stereotypów i pójdziemy głębiej..

“Jakżeż więc? Mam płakać, czy nie płakać? Słuchać, czy nie słuchać? Brać bez pytania, czy zaglądać w oczy..? Twardym być, czy miętkim..?”

Zacznijmy od abstrakcyjnego w tej chwili dla Ciebie podejścia, że jeśli czujesz się rozrywany widełkami tych dwóch przeciwstawnych biegunów dylematu rządzić czy służyć, to znaczy, że trzeba zwrócić się do przyczyn tego rozdarcia u korzeni Twojej tożsamości płciowej. Ludzkiej.

Przez chwilę pozwól sobie na wytchnienie i jeśli znajdujesz się w punkcie katastrofy, poczucia utraty kontroli nad wszystkim , co kiedykolwie było dla Ciebie ważne, to właśnie teraz pozwól sobie na upadek Twojego świata i dokonanie się na Twoich oczach klęski tego, kim jesteś.. Niech pchany kamień sam się stoczy, a Ty przez chwilę daj sobie spokój z nazywaniem siebie jakimś mężczyzną i nazywaniem tego jakąkolwiek definicją. Jaka by nie była, najpierw musisz się dowiedzieć skąd w istocie pochodzi, żeby pojąć jak bliska, czy daleka jest Tobie.. ale jaka by nie była, jest oceną, pod którą ustawiłeś wszystkie swoje warunki szczęścia, a żadna ocena nigdy nie ogarnie całości tego, kim jesteś.

Zdejmij więc zbroję, krawat, fartuch kuchenny, koronę, czy co tam nosisz jako emblemat swojej misji, która się właśnie zesrała i poddaj się.

Nie miej złudzeń – ona Cię zostawi, jeśli tylko ma rozum, co jest całkowicie naturalne, bowiem pragnie tego, co wyrażała Twoja rola, a czego jej nie dostarczyłeś, bo było to pozbawione mocy, bo takie właśnie jest wszystko co budowane jest na braku pokory wobec .. siebie samego. Własnej natury.

Nie miej złudzeń – jeśli będzie z niej taka męczennica, że pozostanie przy Tobie, sam tego nie wytrzymasz i skrzywdzisz ją ostatecznie odchodząc sam. Jesteś teraz słaby i przede wszystkim Ty potrzebujesz własnej pomocy. Pozostanie w polu męczeńskiej matki jaką ona z siebie teraz robi (z jej tylko znanych powodów) odwlecze tylko demaskację Twojej rycerskiej legendy i przekształcenie jej w karykaturę jakiej się po nocach najsilniej obawiałeś. W legendę bezsilnego błazna. Niech się więc stanie.

Daj sobie więcej czasu, skoro nie musisz już go trawić na walkę z oczekiwaniami, cudze, lub własne roszczenia, czekanie na cud i inne rozrywki, które stanowiły credo Twojego zycia.

Śpij więcej, skup się na drobnych przyjemnościach, które straciły smak w mętliku gonitwy.

W obliczu dokonanej katastrofy smak kawy, ulubionego piwa, łyk schwyconego naprędce kawałka papierosa potrafią smakować jak uczta straceńca – najpiękniej w życiu.

Nie szalej z ambicjami. Nikomu już nie zaimponujesz. Rób to, co masz przed nosem. Zobaczyć o ile łatwiej zrobić Ci coś od początku do końca, jeśli nie robisz tego dla nikogo poza sobą, gdy robisz tylko to i gdy nikt na to nie czeka.. Ciesz się tym..

Opłakuj zrujnowany świat. Dzieci, które Cię nienawidzą, lub których nie zdołałeś mieć. Samotność. Zniszczony majątek. Wstyd i odarcie z czci. Zgasły dożywotnio kredyt zaufania w Twoją wydolność. Nikt Ci tego nie zabroni. Nikogo Twoje łzy juz nie obchodzą, ani ich brak. Więc płacz dla siebie. Rozpaczaj sam dla siebie. Pomiędzy jedną przyjemnością, a drugą.

Jesteś sam.

Przypomnij sobie kiedy ostatni raz i czy kiedykolwiek naprawdę pozwoliłeś sobie na ten stan. Na bycie samemu ze sobą w obliczu absolutnego braku przymusu czegokolwiek, poza głodem i pragnieniem. Sam na sam z przestrzenią własnego życia. Wiem, że to wstyd, że tak bardzo bałeś się tej pustki. Tak bardzo, że musialeś ją pospiesznie zapełnić aktorami, tak idealnie dopasowanymi do Twojej władczej/służebnej misji.. Tyle, że dziś nikt już nie oceni tego gorzej, niż Ty sam, więc..

zaczynamy tę drogę od nowa..

Przypomnij sobie jeszcze przez chwilę jak bardzo dumnym z siebie chciałeś być jako chłopiec, gdyby udało Ci się być tak podziwianym, że to wreszcie potwierdziłoby w Tobie i ugruntowało to poczucie, że spełniłeś swoją rolę, że jesteś wart.. miłości. Jeśli nie znasz smaku tego uczucia jako daru od innych, wiedz, że znasz smak tęsknoty za tym uczuciem i to ta tęsknota nie pozwalała Ci zapomnieć czym może być dla Ciebie miłość.

Pozwól tej tęsknocie przybrać postać zwierzęcia. Niech będzie ono tak piękne i imponujące jak ten stan, w którym w swoich chłopięcych pragnieniach chciałeś się znajdować.. Niech będzie tak łagodne, drapieżne, dzikie, lojalne, silne, szybkie, wesołe, sprawne, niezależne jak zawsze chciałeś..

Pozwól temu stworzeniu podejść do Ciebie i .. umrzeć u Twoich stóp.

Zakończ to. Wiesz już teraz jak mglistej mrzonki się czepiałeś pragnąc ulepić siebie do wizji otoczenia. Pozwól umrzeć marzeniu o byciu tym niedoścignionym pięknem i skutecznością, które to wspaniałe zwierzę reprezentuje. U Twoich stóp.

Znasz już ten widok. Zwłok marzenia. Tym razem nikt poza Tobą nie ponosi za to odpowiedzialności. Po prostu pozwoliłeś umrzeć temu, co w Twoim życiu nie posiada energii by żyć. Nie generuje jej, bo jest sprzeczne z Twoją grawitacją.

To będzie Twój pierwszy raz kiedy zrozumiesz, że jako mężczyzna uosabiasz umieranie i idącą za tym zdolność rodzenia się nowego, jak również weryfikację tego, co dla Ciebie naturalne. Tym jest śmierć i tym jesteś tym. Twój lęk przed życiem, jakim jest kobieta aż nadto Ci to uzmysłowił.

Pozwól ze zwłok zwierzęcia uczynić pole, z którego wydobędzie się coś, czemu nie dawałeś uwagi, z lęku.. że jest Ci nazbyt bliskie.. niech wydostanie się z trupa Twojego marzenia zwierzę, które darzyłeś zawsze wstrętem, lękiem, niechęcią, wstydem.. Pozwól mu wydobyć się i poczuj mdlącą nieuniknioność waszego spotkania.

Właśnie patrzysz w oczy bezwględnej prawdzie o własnych potrzebach, która jest elementarnym źródłem wszelkiej mocy i skuteczności w Twoim życiu. Twojego instynktu.

Zmartwię Cię może, albo ucieszę, ale jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, dlaczego ludzie nie mający połowy Twoich cnót osiągają rzeczy i cieszą się z nich w sposób dla Ciebie niedościgniony, to tajemnica tkwi w fakcie, że częstokroć mniej oszukiwali się oni co do wiedzy o tym, czego pragnie ich odpychający aspekt zwany instynktem i rzadziej próbowali przebrać go za wyidealizowaną wersję czegoś, czemu przyklasną inni.

Twoje zwierzę instynktu (a więc i osobistej mocy) jest jednak tak odpychające, jak silna jest Twoja niechęć do spojrzenia wprost na własne potrzeby i przyznania sobie prawa do tego, że możesz je mieć właśnie takimi, poza wszelką moralnością, jak zwierzę. Pamiętaj o swoim nieładnym przewodniku i zaprzyjaźnij się z nim, bo nawet jeśli nie będziesz za nim od początku podążał, to będziesz widział, jak kończą Twoje inicjatywy, jeśli popełniasz je wbrew jego prostym i szczerym popędom. I najlepiej od razu zaakceptuj, że współpraca z nim sprowadzi na wiele osób z Twojego otoczenia ból i rozczarowanie..

Pytam Cię jednak.. czy nie zdyskredytowałeś się już wystarczająco podążając za świetlanym modelem ulepionym pod ich porcelanowe oczekiwania? I komu w Twoim życiu może zaszkodzić Twoja szczerość i integralność ze sobą? I czy przypadkiem ci ludzie nie powinni się jak najszybciej zderzyć ze ścianą bezskuteczności projektowania na Ciebie ich własnych, wypartych instynktów..?

Pojawi się więcej siły. Podszepty intuicji staną się głośniejsze i z większym spokojem będziesz mógł obserwować i ufać swoim stanom utraty kontroli. To jakie zwierzę odnalazłeś pokaże Ci wyraźnie, jakimi szlakami podąża Twoja naturalna mądrość przetrwania.

Osiągnięcie komfortu w klęsce poprowadziło Cię do niewygodnej prawdy o instynkcie.

Osiągnięcie komfortu akceptacji zwierzęcia poprowadzi Cię do niewygodnej prawdy o Twoim pochodzeniu jako człowieka..

Wydawało by się, że już tam byłeś i w istocie stamtąd właśnie uciekłeś do swojej klęski, w końcu to ich najbardziej i jako pierwszych rozczarowałeś, zawiodłeś, lub znienawidziłeś za to, że zrobili to Tobie..

Zwróć się do swoich rodziców i przywołaj ich przed siebie niezależnie, czy żyją, czy nie i jakiej jakości są Twoje z nimi kontakty.

Ta dwójka ludzi świadomie, lub nie zdeterminowała Twoje postrzeganie Twojego miejsca w życiu, realizując swoje własne historie i próbując samodzielnie, mniej lub bardziej zręcznie, po prostu być szczęśliwymi. A skoro porzuciłeś już rolę ofiary, to przyznaj, że zrobili to, bo tego potrzebowałeś.

Całego doświadczenia lojalności, buntu, upadku i .. akceptacji.

Pominę tu ocean wariantów, w jakich rodziła się pajęczyna Twoich z nimi zależności.

Napotkasz tu jednak kilka odpowiedzi na pytania w jaki sposób Twoja męska natura obrosła w Twoich oczach takimi, a nie innymi projekcjami.. w swoim emocjonalnym szpagacie między próbami zadowolenia jednocześnie pierwowzorów bogów i bogiń w Twoim zyciu..

Ojciec – nie jesteś mu nic winien. Nie reprezentuje Twojego wzorca zachowania, ani nie ma Ci sobą dyktować wybranej drogi, niezależnie czy wyrażasz swoją lojalność poprzez posłuszeństwo, czy poprzez bunt. Nigdy nie miałeś nim być, nigdy nie miałeś go zadowolić, niezależnie o tego, jak nieosiągalne się to wydawało, bo wydawał się tak doskonały, że trudno wyobrazić sobie było u niego etap, kiedy popełniał jakieś błędy, lub się uczył, lub jak absurdalne wydawały się oczekiwania i ambicje faceta, który soba reprezentował całkowitą porażkę i wstyd.. Zrozum też, że nie jesteś już związany wstydem za jego bierność, upodlenie i klęskę, by swoim życiowym przykładem podnosić go wiecznie z kolan w swojej głowie, lub upadać i umierać wraz z nim.. Szukanie go na zewnątrz wśród mężczyzn na Twojej drodze ładowało Cię w kilka imitacji przyjaźni, solidarności plemników jako zasłony przed własną samodzielnością. Gdzie wychylanie głowy ponad ego ojca zawsze rodziło strach przed opuszczeniem i wyjście w życie w niewiedzy o tym jak podejmować decyzje.. Czy to takie dziwne, że byłeś wykorzystywany przez mężczyzn, skoro bałeś się żyć bez ich iluzorycznej opieki? Że walczyłeś z nimi po to, by nie stracić szacunku .. jego szacunku. Już dość. W Twojej świadomości ojciec od tej chwili jest tym archetypem, jakim jest od początku. Twoja personifikacją cywilizacji, świata działania, decyzji, ryzyka, twórczego i pozbawionego winy podejścia do własnych błędów, które od dziś będziesz popełnial z radością i zaufaniem. Jesteś nim dla siebie. On jest w Twojej przestrzeni wewnętrznej.

Matka – odwieczny wyrzut sumienia. Prawdopodobnie albo nigdy jej nie uratowałeś, nie obroniłeś przed ojcem, światem, nią samą.. Albo nigdy nie spłaciłeś jej odwiecznego bólu, nawet zakazując sobie miłości do ojca, w imię wspierania jej męczeńskiej misji, z której przecież nie odeszła.. Zaakceptuj jej wybór samoudręczenia. Lub drogę zimnej zemsty dokonanej na Tobie, za innych mężczyzn.. gdy ofiarowała Ci całą swoją miłość po to, żebyś Ty przyjął na siebie jej krzywdę.. kastrując swoją skuteczność w obawie o jej ból.. Jej emocje, tak niepojęte dla Ciebie, stały się z czasem czytelne, gdy wyprzedzałeś jej reakcje chcąc dostarczyć jej bezpieczeństwa, zalepić dziury w niedoskonałej opiece, jaką ofiarował jej ojciec.. Wszystkie Twoje związki, nawet te, do których uciekłeś od jej wiecznego wylęknienia, niezadowolenia, oczekiwań stały się nieświadomą projekcją tego, przed czym uciekałeś. Mogłeś wziąć sobie żonę na tyle młodszą, by mysleć, że ją sobie ulepisz, ale jeśli matka tkwi nadal w Twojej wewnętrznej wzorcowni jako wyrzut sumienia, lub źródło wstydu, to Ciebie będzie się lepić, nie żonę.. Obejmij swój paraliż aktywności wywołany jej wszechogarniającą i uwarunkowywującą (wcale nie bezwarunkową) miłoscią i zaakceptuj swoją kompletną samotność i bezbronność emocjonalną. I wówczas matka staje się tym, czym ma być w Twojej świadomości – łącznością z Twoim światem emocjonalnym i biologicznym. Twoim zaufaniem do intuicji opartej na podążaniu za dotykiem niewiedzy. Zwalniając mamę z roli drogowskazu i kuli u nogi sumienia podejmiesz swoją pierwszą decyzję z pełną akceptacją wszystkich cierpień, które ona spowoduje w otoczeniu. I zaufaniem, że inni mają dość rozumu, by wybrać świadomie ten ból, jeśli w polu tej decyzji pozostaną.

Czujesz to? Tę ekscytującą rezolutną i bezczelną emocję, która towarzyszy teraz wszystkim Twoim ruchom..? Tę gotowość na nowe, tę otwartość na strach i odczytywaną z niego informację o tym, że nie musisz mieć prawa by czuć szczęście, że nie musisz zaslugiwać, zapracowywać, by sięgać, przeżywać, konsumować i dzielić się tym..?

Tak od zawsze chciał czuć się chłopiec, który skrobał ziemniaki pod schodami, odkąd dziecko zwane Tobą po raz pierwszy zabroniło sobie kolejnego kroku, w imię wzorca lojalności, którego nie rozumiało przyjmując go.

Od dziś więc wiesz, że wszyscy robią wszystko, ponieważ pragną szczęścia i chcą czuć miłość. I wszystkie sposoby by tego dokonać, również te bolesne i nie zawsze jasne, do tego mają prowadzić w ostateczności. Tego chcieli Twoi rodzice, niezależnie od tego jak świadomie Cię płodzili i tego chciałeś Ty, wybierając ich jako kanał własnego stania się człowiekiem..

Wszyscy pragną szczęścia. Wszystko inne jest tego mutacją i wariantem.

Tak jak cała droga, która doprowadziła Cię tutaj, zbóju.

Wybaczasz sobie całe tchórzostwo i niekonsekwencję Twoich wstydliwych wyborów. W świadomości, że były wyborami, nawet, jeśli nie chciałeś ich takimi widzieć. Dotykasz głowy chłopca jakim jesteś i poruszony uświadamiasz sobie jaki był dzielny, nawet gdy uciekał. I pozwalasz sobie na coś, czego ten chłopiec nie pamięta – jawny i potężny strumień dumy z niego. Za to, że jest. Że jest odważny podejmując KAŻDĄ decyzję w swoim życiu. Teraz wreszcie rozumiesz, jak to jest być pięknym. Bo ten chłopiec jest piękny. Z wszystkim, co wierzył, że piękne nie jest.

Bezczelność akceptowanego dziecka daje Ci brak konieczności rozgrzeszenia. Budzi się seksualna siła Twojego pragnienia, nieograniczana wstydem i lękiem.. Twój instynkt spotyka się z dzieckiem i mężczyzna wstaje z kolan. Zdejmuje pancerz i emblematy feudalne.

I wtedy Ją spotykasz.

….oddech…

A już wydawało się, że żaden lęk nie zdławi Cię tak silnie..

Stanąłeś nagi i obnażyłeś swoje pragnienia. Po raz pierwszy nie zakleiłeś ich propagandą służenia komuś lub czemuś za prawo konsumowania na boku na poły kradzionych owoców. Nie przywdziewasz mundurów lojalnościowych, więc Twoje decyzje i doświadczenia stały się moralnie pozbawione uzasadnienia.. Po raz pierwszy jesteś w pełni świadomie bezbronny nie jako ofiara, lecz.. jako Ty.

I to Ją przyciąga. Taką, jakiej się obawiasz.

Jaka przebijała w matczynych klątwach i wszystkich Twoich upadkach.. w płaczu dzieci i Twoim własnym wstydzie, najbardziej paraliżującym z lęków.

Kim Ona jest?

Otacza Cię i przenika Przestrzeń, której żywości nie mogłeś się spodziewać. Twoja odwaga przyjęcia samotności, oraz wszystkich elementów Twojej natury dopuściła Ją do widoku, skoro tylko stałeś się dość nagi, żeby wrócić do życia, tym razem nikogo nie udając i dla nikogo tego nie robiąc.

Owa Przestrzeń zrośnięta z bezwładnym oceanem energii zwanej materią, pełna grawitacji mocnej i gęstej, bezwzględnej mądrości, będącej jak bardziej jak dotyk, liźnięcie, połyk niż spojrzenie, czy myśl. I gdy jesteś gotów, pojawia się jako Kobieta.

W chwili, w której Ją spotykasz jest tak straszna, mściwa, nieufna i zbolała jak wszystkie Twoje strachy przed Tobą samym. Jak Twój własny brak zaufania do siebie.

Ponieważ boisz się bezradności w Jej obecności, taki właśnie przed nią stoisz.

Ponieważ boisz się głupoty i słabości w Jej obecności, taki właśnie przed nią stoisz.

Ponieważ boisz się powodować Jej cierpienie, ranisz ją samym swoim istnieniem.

Ponieważ boisz się jej okrucieństwa i agresji, to właśnie dostajesz.

Osiągacie taką bliskość, jaka jest możliwa – opartą na tym, że Cię pochłania, pożera..

W stanie, w którym Ją znajdujesz Ona rozumie tylko głód.

W chwili, gdy Twoja świadomość integruje się z jej drapieżnym atakiem i stajesz się Jej ciałem.

Twój lęk rozmywa się w poczuciu łączności z każdą Jej cząstką.

Rozumiesz jej pragnienia zanim Ona je zrozumie.

Widzisz, że jesteś Jej świadomym uosobieniem.

Dostrzegasz Dziewczynkę, Diablicę, Matkę, Kobietę, Boginię jak własne ciało.

Jej szczęście jest nierozerwalne z Twoim instynktem, radością, mocą, szaleństwem, które jest, jak się okazuje, tym samym, czym były wszystkie Twoje słabości, gdy uważałeś, że ich nazywanie w Twoim życiu należy do innych.

Wszystkie paskudztwa, o jakie się kiedykolwiek biczowałeś, lub za jakie pokutowałeś w imieniu męskiej części ludzkości, modląc się, by Cię nigdy z nimi nie powiązano, okazują się jedynie rewersem Twojej własnej mocy, gdy dociera do Ciebie jak bardzo Ją kochasz.

Rodząc się z niej widzisz to całkowicie.

Widzisz też jednak, że nikt poza Tobą nie dokona tej bezczelnej rzeczy, jaką jest pokochanie mężczyzny, którym jesteś. Ona uczy się tego od Ciebie widząc tę moc Twoimi oczami.

Dowie się też o takich sposobach widzenia Jej piękna, jakie tylko Ty możesz ze sobą przynieść.

Chcąc widzieć siebie będziesz w stanie dostrzec cztery formy przejawienia Twojej własnej mocy, unikalnej i nieporównywalnej z nikim, wyrażającej się we wszystkich Twoich rzekomych zaletach i tak zwanych wadach.. Każda z nich posiada swój cień, po obecności którego rozpoznasz potencjał mocy, która posiadasz. Obecność świadomej partnerki może znacznie bardziej obudzić w Tobie ich wrzenie, ale skoro dostajesz zawsze to, co potrafisz przyjąć, przyjmij, że to też wyraz Twojej gotowości.

Moc kojąca – Między innymi dlatego martwiący się na wyrost i panikujący mężczyzna jest tak irytujący. Bo ta irracjonalna męska zdolność budzenia spokoju i komfortu nawet w najbardziej osaczających i udręczających warunkach opiera się na tym, że mężczyzna reprezentujący tę siłę rzadko para się nadmiernym kombinowaniem. Nastawienie na ergonomię i wybór najprostszej opcji w dezorientującej feerii możliwości i przeszkód “bo tak!” daje ulgę sercu kobiety skołatanemu świadomością niemocy i bezradności wobec rzeczy, na które nie ma się wpływu. Mężczyzna taki skupi jej uwagę na dostępnych przyjemnościach, pozwalając jej zrozumieć, że utrata rzeczy na dziś nieosiągalnych nie jest utratą, a najprzyjemniejszy wybór w obliczu nadmiaru opcji, lub nędznego wyboru, zawsze jest najlepszym wyborem. W obecności takiego mężczyzny możliwe jest zorganizowanie majówki w środku bombardowania. Radość, którą on budzi, ma naturę ukojenia. Dzięki niej często okazuje się, że sytuacje dramatyczne są o wiele mniej dramatyczne.

Cieniem tej mocy jest lenistwo, brak inwencji i oportunizm w aspekcie łapania drogi na łatwiznę.

Ilekroć masz wrażenie, że oskarżają Cię o to nader często, “wady” te mają związek z potencjałem tej mocy. Jeśli wypierasz to bardziej, możesz objawiać to wstydem za męskie lenistwo i oportunizm, samemu przejawiając panikującą usłużność.

Moc łącząca – Wynalazczość nie bez powodu bardziej lubi męską skórę i niech mnie skażą za wstecznictwo poglądowe. Nie wynika to z niezdolności kobiet do inwencji twórczej, lecz z męskiej tendencji do stawiania sprawdzonych wariantów w niesprawdzonych okolicznościach, zanim te nadejdą. Przypomina to wielokrotnie budowanie domu na dachu i lanie fundamentów w powietrzu, ale to dzięki tej mocy rzeczy niemożliwe stają się takimi tylko z nazwy. Mężczyzna z taką mocą powoduje, że tworzą się warunki, w których można robić i materializować aktywności, których istnienie było dotychczas tylko domeną marzeń. Silnym aspektem tej mocy jest aktywna wiara, zachłanność na wrażenia i fascynacja materią i jej nieograniczonym bogactwem.

Cieniem jej jest chciwość, manipulacja, oraz cyniczny ekspansjonizm. Jeśli przyłapiesz się na tych cudeńkach w sobie, wiedz, że potencjał tej mocy jest w Tobie. Jest tak również, gdy moc tę wypierasz, czyli masz wrażenie, że otaczają Cię chciwcy i manipulatorzy, a Ty grasz w tym rolę naiwniaka (rzecz jasna na własne życzenie).

Moc wzniecająca – Jeśli ją przejawiasz, będziesz musiał pobratać się ze swoją charyzmą seksualną, która jest i będzie paliwem Twoich działań. Bowiem to dzięki niej pozwalasz na totalność budzenia w innych miłości do tego kim są, pokazywania ich piękna i zdobywania się na to, co wydawało im się absolutnie niedostępne. Totalność, czyli uczestnictwo w przebudzeniu mocy i miłości nie tylko w słowach, ale w aktywnej i niepodważalnej rozkoszy fizycznej ich realizacji. Nigdzie bardziej niż tu nie ma większego znaczenia pozbawiona ocen gotowość na nagość i zauważanie piękna własnej radości w każdych okolicznościach, bycie prawdziwym, często w wyrażaniu stanów dotychczas przeżywanych jako negatywne. Bowiem to dzięki takiej mocy możliwe jest czerpanie energii i satysfakcji, a nawet rozwiązań nie tylko z zakochania, fascynacji erotycznej, cielesności, ale również takich otchłani jak depresja, skrajny lęk, lub nienawiść..

Cień tej mocy jest jak lęk związany ze zjawiskami, w których się przejawia, czyli opiera się o narcyzm, manię wielkości i seksualny cynizm.. w wersji wypartej jednak może być sygnalizowana przez kompleks niższości i zachowania kastrujące libido i swobodę wyrazu.

Moc ochronna – Nawet jeśli perspektywa walki przejmuje Cię paniką, masz to w sobie i raczej Cię to nie ominie. Przyjemność bezbronności u kobiety opiera się na prowokowaniu właśnie tego aspektu Ciebie. Oznacza to nie tylko demonstrowaną przez Ciebie radość z powstających przeszkód i rozbijania nosów przeciwnościom, ale również Twoją zdolność do ochrony kobiety przed jej agresją wobec siebie. Sam dostrzeżesz, w której sferze ta moc przejawia się u Ciebie. Cieniem tej mocy jest z jednej strony wahanie i lęk przed zranieniem, oraz wywołanie odwetu, z drugiej strony ataki agresji, tyrania i mania prześladowcza. Sny o zabójstwach, wzruszenie ogarniające Cię na widok scen bitewnych (jakby tego nie potępiała Twoja moralność), oraz obsesyjnie powracające motywy i emocje związane z pięknem odwagi (bardziej odwagi, niż siły fizycznej) są wskazówką, że ta moc wzbiera właśnie w Twoich kościach.. Wiąże się ona również z odwagą podejmowania niepopularnych decyzji, wstrząsania czyimś życiem w sposób nie zawsze przyjemny i komfortowy ilekroć związane jest to z odpowiedzią na wezwanie o ratunek.

Moce męskiej świadomości nie są związane z niezawodną nieomylnością, są raczej gotowością i tendencją do podejmowania działania tam, gdzie nikt nie widzi możliwości działania i wdrażania wiary w myślenie, przez co niemożliwe staje się możliwe. Energiczny taniec męskości na tej przyjemności opiera się najskuteczniej.

Proporcje czterech żywiołów męskiej mocy mogą u każdego zmieniać się, oraz wyrażać w różnych wielkościach, często zależnie od zapotrzebowania i tego, jaki aspekt Przestrzeni / Kobiety w danym momencie się z Toba komunikuje.

Moce te pokazane tu zostały jako wisienka na dość ciężkostrawnym torcie procesu dochodzenia do dojrzałości jej przejawienia.

Zrobiłem tak, ponieważ jak uczy mnie doświadczenie, nie potrafię znaleźć żadnej “duchowej” mocy w oderwaniu od prawdy tego kim jestem i mojej własnej gotowości na akceptację i pokochanie źródła wszelkiego doświadczenia w moim życiu jakim jestem JA. Jakim jesteś TY w Twoim życiu.

Następny artykuł będzie o kobiecych mocach. O kobiecym tańcu odnalezienia mądrości, która nie musi wiedzieć, by wiedzieć i potędze braku kontroli..

CDN..

Blaski i cienie odkrywania własnej niewinności seksualnej.

sex

Opętanie tematem seksu nie jest kwestią młodą. W czasach i okresach wychowania, gdzie do dobrego tonu należało przemilczać, marginalizować, landrynkować, poetyzować, lub wulgaryzować piękną i prymitywną (w najlepszym słowa sensie) moc potęgi seksualnej, prawda centralności tej siły jako łącznika świadomości istnienia, oraz materialności wyłaziła pośladkowo wszystkimi dostępnymi porami, przebijając w karykaturalnych formach nisz, w jakich seksualność mogła się w dwulicowym świecie wyrazić, lub tonąc w oceanie alegorii ukwiecających “nieładną” twarz naszych prawdziwych pragnień, usztywniając ich obraz w postać akceptowalną w coraz silniej zasznurowanym gorsecie ocen dziedziczonych w bezmyślnym posłuszeństwie.

Jednak, gdyby to posłuszeństwo nie było tak bezmyślnym, nigdy tak autentycznie nie przeżylibyśmy deficytów skutecznie doprowadzających nas do granicy wytrzymałości, na której będziemy wreszcie szczerze przyznać sami przed sobą, że jesteśmy swoimi jedynymi katami i tylko my pozwalamy na manipulację sferą seksualną w naszym życiu, sami bowiem najsilniej obawiamy się, że grzech, którego przecież nie chcemy uznać, jest w istocie dla nas bardzo wygodną figurą unikania odpowiedzialności za własną moc, oraz rozkosz będącą wyrazem zaufania do tej mocy.

Okres uciśnienia seksualnej energii, jako ukoronowania zmysłowego doświadczenia (które z kolei jest esencją dowodu na faktyczną interakcję świadomości z materią), był jednak, jak się okazuje po głębszym wniknieniu w proces, okresem niezbędnym.

Jeśli już damy się wykrzyczeć naszej świeżo zbuntowanej i uroczo niedojrzalej płci (do czego również mamy prawo) i kiedy opadnie kurz lojalności zwanej buntem wobec tego, czemu nadal przypisujemy źródło naszego cierpienia, powstanie w nas ciekawy wgląd, że oto jesteśmy twórcami własnego procesu i że nawet okresy, gdy jesteśmy więźniami własnej przestrzeni, zmuszani do partyzanckiego uprawiania tego, co w nas naturalne, schwytani w sądownicze przekomarzanki z moralnością, gdzie wiele kompletnie niegroźnych dla pokoju na świecie cech naszej natury traktowana jest jak najcięższy grzech.. że jesteśmy twórcami opresyjnej moralności, w której jest więcej przyzwolenia dla przemocy, więcej uzyskuje ona cichego przyzwolenia społecznego, niż nasze (ohydne) pragnienia przyjemności seksualnej, wraz z (oburzającym) wachlarzem tęsknot za adresatami naszych działań seksualnych, zupełnie nie przystającymi do tego co przecież powinniśmy zachowywać.

Spójrzmy jak zabawnie purytańskie i niegotowe na zwierzęcy, instynktowny podkład autentyczności naszego seksualizmu są często społeczne ruchy wyzwolenia seksualnego. Z jednej strony ich członkowie sufrażują (czy jakoś tak) przeciw temu, co nazywają konserwatyzmem seksualnym, wykazując się istną nerwicą natręctw wobec wszystkiego, za co zdążyli w swej podświadomości oskarżyć rodziców, z drugiej strony oazy tolerancji, które budują, chlupoczą po brzegi brakiem zgody na samodzielność w sferze doznań seksualnych (choćby przez uporczywe przywiązanie do istnienia w ich świecie zjawiska oprawcy, bez którego wiele dzisiejszych “wolnościowych” ideologii zdawa się nie mieć racji bytu), oraz kompletną negacją pewnych atrybutów płci, które niestety są po prostu w tej fizyczności uporczywie naturalne (nie stanowią zatem domeny sztucznie utartego schematu “patriarchalnej tradycji”). Wyjmując więc wątek z nawiasu – owe utarte sztuczności opresyjnych epok, są w ich oczach zrównywane z naturalnymi (czyli tymi, które pojawiają się, gdy nie kontroluje się ich obszaru) zachowaniami między i wewnątrzpłciowymi.

Mówiąc oględnie, lecz bezlitośnie – purytanie i wyzwoleńcy seksualni są sobie wzajem potrzebni, by nie musieć opierać własnej rozkoszy (lub odmawiania sobie jej) jedynie na faktorze osobistej decyzji, w czym akurat sam dopatrywałbym się już o wiele mniej powodów do drwin, które tu czynię.. 🙂

Co się zatem stanie, gdy człowiek reprezentujący kulturę liberalną przestanie z uporem maniaka piętnować “tradycjonalnych oprawców”, a wyznawca wzorców odziedziczonych po epoce “nie nazywania rzeczy po imieniu” zajmie się własnym podkołdrzem, odstosunkowując się od alków odeń różniących się doborem personelu i zestawem gier i zabaw?

W takim momencie zderzamy się z ryzykiem, że jedni i drudzy zderzą się z lustrem szczerości wobec własnych pragnień, w którym będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie:

a) Czy to, czego dotąd broniłem jest tym, czego chcę?

b) Czy to, czego uważam, że chcę, ma rację bytu bez antytezy w postaci rażących dla mnie zachowań?

c) Czy przeciwna strona barykady nie jest przypadkiem tym, co uzasadnia mój osobisty brak odpowiedzialności za istnienie w moim życiu wszystkiego co dostrzegam (również tego, co mnie razi i nie pasuje do akceptowanego przeze mnie kosmosu)? Wreszcie:

d) Czy przypadkiem to, co robią z drugiej strony barykady, nie jest czymś o czym w istocie marzę, co mnie intryguje i ciekawi, jako część mnie, czego jednak sobie odmawiam, najbardziej bojąc się, że jestem stworzony również do takich doświadczeń i idących za nimi mocy..?

Tantryczny punkt widzenia postrzega Mnie jako źródło własnego doświadczenia, w przestrzeni swojej dostrzegający obecność energii rodzicielskich (w wymiarze ekstremalnie ważnej świadomości bycia dzieckiem w swoim świecie), czyli zjawisk, które (o zgrozo) są właśnie w naturalny sposób męskie i kobiece. Gdy dziecko jako centrum swego świata odzyska zaufanie do przestrzeni jako otchłani komunikującej się z nim rodzicielstwa i opiekuńczości, oraz oswoi się ze świadomością, że wszystkie dostarczone przez tą przestrzeń doświadczenia, są odpowiedzią na zapotrzebowanie dziecka, by poznać siebie i całość swojej natury, ze wszystkimi jej aspektami (stąd niezbędność wielu zjawisk na świecie, które uważa się za zło), powoli ułagadza się ostre dotąd zapotrzebowanie, by inni reprezentowali w moim życiu wszystkie te nieładne cechy i energie, pod którymi uparcie nie chciałem się podpisywać. Wówczas też pojawia się zaufanie do przestrzeni otaczającej i przenikającej Mnie, jako czegoś zdolnego do interakcji, żywego i na swój sposób świadomego. Stąd pojawia się moment, gdy można zrobić mały krok (dla wielu odbierany jako skok w otchłań) w kierunku odkrycia w tej Przestrzeni pewnej ważnej roli – roli Partnerskiej, obdarzonej płciowością dla nas częstokroć przeciwną, lub co najmniej atrakcyjną..

Ten pozornie abstrakcyjny akt zawierzenia Wszystkości jako własnemu Partnerowi, lub Partnerce budzi w nas samych zgodę na:

a) Rzeczywistą twórczość własnego doświadczenia, a również z czasem i świata – co eliminuje bezproduktywny już na tym etapie syndrom przywiązania do roli ofiary/kata

b) Przyznanie się do wszystkich możliwych pragnień (w tym seksualnych), jako wyrazu formy zjednoczenia z własną Przestrzenią/Przestrzeniem, gdzie rozpuszcza się w bezmiarze szoku (zderzenia z mocą doświadczenia) tej zgody potrzeba posiadania takich zjawisk (hipostaz) jak grzech, występność, czy konserwatyzm.

Wolność seksualna zaczyna się w momencie otwarcia się na wszystkie możliwe formy samoograniczania się, jako na coś co stanowi li tylko nasz osobisty fetysz i grę dochodzenia do kulminacji rozkoszy zjednoczenia z własną Przestrzenią Partnerską, która (który) bezbłędnie rozbierze do naga całą hipokryzję, jaką uprawiamy, a potem zapyta, czy być może nie pragniemy pozostać w tych gorsecikach i mundurkach, jeśli nas to po prostu kręci..

Wolność seksualna w oczach szamana nie stanowi uwolnienia od skrajności, czy tez pozbycie się jakiegoś elementu poprzez jego odcięcie.

To przyjęcie zgody na osobiste tworzenie wszystkich ograniczeń i skrajności jako osobistego niezbędnika zbudowania napięcia kulminującego rozkosz, w której jeszcze mocniej widać sens naszej osobistej przyjemności zwanej egzystencją.

Nie, niekoniecznie świadomą.

Po prostu egzystencją.