Ilekroć zostajemy kopnięci objawieniem jakiejś najnowszej starożytnej prawdy, czujemy poryw zwu ochrony tej prawdy przed profańskim istnieniem odmiennie żyjących, co więcej, szukamy ich towarzystwa, żeby podważać ich poczucie kompetencji w tym co robią i kim są.
Do łba nam nie strzeli, że prawda mogła nas zaatakować, żeby ulec weryfikacji w naszym życiu i że to do niej powinniśmy zwrócić swoją gorliwość weryfikacji, krytycznego myślenia, testowania mocy wiary w nią, otwartości, fascynacji, praktycyzmu i wszytkiego co niesie, by w końcu stać się jej życiowo zmaterializowanym autorem, nie zaś powielaczem misjonarskim.
Bo żadna z prawd nie podejmie za nas najmniejszej decyzji. I żadna nie zwolni od jej podejmowania.
Bo konsekwencje są nasze. Nawet jeśli chowamy się za jakąś nową, czy starą starożytną mądrością.
I to dotyczy nie tylko spraw tzw “duchowych”, pole tego może być dowolne, jak wszechstronna jest nasza odpowiedzialność (nie mylić z winą i subordynacją).
Od “prawidłowych” metod wychowania dzieci, po “prawidłowe” sposoby podejmowania decyzji społecznych, finansowych, tzw “moralnych”.
Zatem, jeśli świeżbi Cię, by pouczać i “leczyć” każdego, kto znajdzie się w Twoim otoczeniu – słabe są jeszcze Twoje korzenie we własnej prawdzie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s