Tajemnice

Wychodzimy do procesu samouświadomienia w przekonaniu, że musimy odkryć coś czystego i świętego. Pewnie dlatego ciągniemy do nauk nieco usztywnionych, z dużą porcją poprawności i dyplomacji, każących nam omijać wzrokiem te części nas, które są wstydliwie spychane i trywializowane, lub demonizowane odkąd pamiętamy.

Czasem dojrzewamy do podniesienia jakiegoś “złego” aspektu totalności do światła, jednak chcąc nadać tej strefie życia (seks, pieniądze, przyjemności, przemoc, płciowość, ludzkie emocje..) wyraz legitymności, uprawnienia do bycia celebrowaną, mutujemy to, zgodnie, z odnalezionymi naukami kościołów św. Tantrei i Wszystkich Tęczowych Proroków od Orgazmów Na Sucho, w coś tak wybitnie papierowego, że nie ma to w sobie nic z esencji skrywanego i wypieranego przez nas doświadczenia, a całe “zło” nadal pozostaje pod dywanem. “Zło” czyli pierwotna niewinność doświadczeń zmysłowych i cała ich bezwiedna mądrość, której już nie pamiętamy. To nagość, która śni nam się w nieprzyjemnie ekshibicjonistycznych snach. Poniżenie w obliczu przejawienia człowieczeństwa, odczuwane jako “słabość” (sny o nagości w miejscach publicznych)

Z jednej strony znów lądujemy w środowisku konkurującym na to, czyje światło klarowniejsze, a kontrola nad zmysłami prawdziwsza, tyle, że używającego słów “wagina”, czy “sperma” w sposób nabożny, z botoksową wręcz powagą. Z nawykowym wstydem skrytym pod udawaną swobodą.

W przedziwny sposób niegotowych na naszą zmysłowość i naturę rodziców (bo kontynuują długą linię wyparcia od swoich przodków) zamieniamy na partnerów, do których uciekamy. Kochamy ich potężnie i często od początku wiedzą o nas te wszystkie rzeczy, które są naszą tajemnicą wobec rodziny i świata.
Od rodziny, by więcej nie ośmieszali tych doświadczeń, protekcjonalnie “znając” nas, bo widzieli jak szczymy w pieluchy. Od świata, bo inni ludzie to jak rodzina, tylko okrutniej.

Partnerzy wiedzą o nas więcej. Ale nie wszystko. Nadal bowiem często wybieramy ich podświadomie z klucza poszukiwania anielskich asystentów, którzy będą manifestacją tej fasadowości, do której aspirowaliśmy, by świat i rodzina nie poznali naszych tajemnic. To często wiąże tych parterów w niemy i nieświadomy pakt, w którym z jednej strony sami oni/one nie mogą spod swojego dywanu wymieść pragnień i popędów do światła. A my, budując obraz anioła, którym nasz partner bywa ze zmiennym szczęściem, zaczynamy nadal umierać ze strachu przed tym, że ukochana osoba odkryje to, kim naprawdę jesteśmy. Potworem.
Potworem, czyli dzieckiem bawiącym się w doktora. Kiełkami przyjemności, oznajmiającej, że słowo stało się ciałem – czyli – nasza świadomość spenetrowała naszą cielesność.

Oto zatem nasza tajemnica staje się również obszarem chronionym przed wzrokiem partnerów.. (oni/one zapewne robią coś podobnego wobec nas)
I wtedy wyszukujemy sobie obcych ludzi, najlepiej takich, z którymi intymność łączy nas ledwie pokątnie, po godzinach, pod stołem.. by z nimi przeżyć swój obszar, od którego odwracamy wzrok. Czasem im za to płacimy (prostytucja, terapia, mierzony godzinami czas głębokiej szczerości).

Na samą myśl jednak, że mieliby z nami pozostać na stałe, zająć miejsce partnerów (co czasem próbujemy sobie wtłuc do głowy, że chcemy – stąd seryjna monogamia), odkrywamy, że są ludźmi, a więc wchodzą w podobny schemat jak ich poprzednicy. Po prostu ich niegotowość na nasz cień przesuwa się na inny obszar.

W skrócie – wynajmujemy sobie ludzi na różnym poziomie bliskości i intymności, żeby praktykować nieakceptację własnych pragnień i ich nagości. Czasem chcemy by nas za nas rozgrzeszyli i pozwolili coś zrobić. Nareszcie.
I dopiero na samej granicy wytrzymałości takiego stanu rzeczy, bierzemy się na odwagę, by to, co w nas tajemnicze, takim pozostało dla innych, sami jednak przed sobą znosimy barierę między sacrum a profanum i zaczynami być sami przed sobą gotowi spojrzeć we wszystko.. bez woli ani lęku przed spowiedniczością i poczuciem, że jesteśmy komukolwiek winni wyjaśnienia..

Zauważenie źródła przyjemności – siebie, swojego ciała i umysłu jest początkiem odczarowania nagości jako czegoś tożsamego ze słabością, lub “złem”.
Początkiem spełnienia w Bezwstydzie.
Solidarności wobec siebie.
Sprzyja to wówczas zjawianiu się okoliczności zewnętrznych, w których powstałe rozluźnienie łatwiej posyła na drzewo ludzi manifestujących własne kompleksy w próbach ataków na nas, oraz ujawnianiu się podobnego rozluźnienia u pozostałych otaczających nas ludzi.
Co ciekawe, zmniejsza to też nasze zapotrzebowanie na świętych, co byliby za nas idealnymi, bowiem.. brak już w nas aspiracji do sztucznej, rafinowanej idealności bezgenitalnej. Brak w nas aspiracji do zaprzeczania sobie i nazywania tego rozwojem,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s