Blaski i cienie odkrywania własnej niewinności seksualnej.

sex

Opętanie tematem seksu nie jest kwestią młodą. W czasach i okresach wychowania, gdzie do dobrego tonu należało przemilczać, marginalizować, landrynkować, poetyzować, lub wulgaryzować piękną i prymitywną (w najlepszym słowa sensie) moc potęgi seksualnej, prawda centralności tej siły jako łącznika świadomości istnienia, oraz materialności wyłaziła pośladkowo wszystkimi dostępnymi porami, przebijając w karykaturalnych formach nisz, w jakich seksualność mogła się w dwulicowym świecie wyrazić, lub tonąc w oceanie alegorii ukwiecających “nieładną” twarz naszych prawdziwych pragnień, usztywniając ich obraz w postać akceptowalną w coraz silniej zasznurowanym gorsecie ocen dziedziczonych w bezmyślnym posłuszeństwie.

Jednak, gdyby to posłuszeństwo nie było tak bezmyślnym, nigdy tak autentycznie nie przeżylibyśmy deficytów skutecznie doprowadzających nas do granicy wytrzymałości, na której będziemy wreszcie szczerze przyznać sami przed sobą, że jesteśmy swoimi jedynymi katami i tylko my pozwalamy na manipulację sferą seksualną w naszym życiu, sami bowiem najsilniej obawiamy się, że grzech, którego przecież nie chcemy uznać, jest w istocie dla nas bardzo wygodną figurą unikania odpowiedzialności za własną moc, oraz rozkosz będącą wyrazem zaufania do tej mocy.

Okres uciśnienia seksualnej energii, jako ukoronowania zmysłowego doświadczenia (które z kolei jest esencją dowodu na faktyczną interakcję świadomości z materią), był jednak, jak się okazuje po głębszym wniknieniu w proces, okresem niezbędnym.

Jeśli już damy się wykrzyczeć naszej świeżo zbuntowanej i uroczo niedojrzalej płci (do czego również mamy prawo) i kiedy opadnie kurz lojalności zwanej buntem wobec tego, czemu nadal przypisujemy źródło naszego cierpienia, powstanie w nas ciekawy wgląd, że oto jesteśmy twórcami własnego procesu i że nawet okresy, gdy jesteśmy więźniami własnej przestrzeni, zmuszani do partyzanckiego uprawiania tego, co w nas naturalne, schwytani w sądownicze przekomarzanki z moralnością, gdzie wiele kompletnie niegroźnych dla pokoju na świecie cech naszej natury traktowana jest jak najcięższy grzech.. że jesteśmy twórcami opresyjnej moralności, w której jest więcej przyzwolenia dla przemocy, więcej uzyskuje ona cichego przyzwolenia społecznego, niż nasze (ohydne) pragnienia przyjemności seksualnej, wraz z (oburzającym) wachlarzem tęsknot za adresatami naszych działań seksualnych, zupełnie nie przystającymi do tego co przecież powinniśmy zachowywać.

Spójrzmy jak zabawnie purytańskie i niegotowe na zwierzęcy, instynktowny podkład autentyczności naszego seksualizmu są często społeczne ruchy wyzwolenia seksualnego. Z jednej strony ich członkowie sufrażują (czy jakoś tak) przeciw temu, co nazywają konserwatyzmem seksualnym, wykazując się istną nerwicą natręctw wobec wszystkiego, za co zdążyli w swej podświadomości oskarżyć rodziców, z drugiej strony oazy tolerancji, które budują, chlupoczą po brzegi brakiem zgody na samodzielność w sferze doznań seksualnych (choćby przez uporczywe przywiązanie do istnienia w ich świecie zjawiska oprawcy, bez którego wiele dzisiejszych “wolnościowych” ideologii zdawa się nie mieć racji bytu), oraz kompletną negacją pewnych atrybutów płci, które niestety są po prostu w tej fizyczności uporczywie naturalne (nie stanowią zatem domeny sztucznie utartego schematu “patriarchalnej tradycji”). Wyjmując więc wątek z nawiasu – owe utarte sztuczności opresyjnych epok, są w ich oczach zrównywane z naturalnymi (czyli tymi, które pojawiają się, gdy nie kontroluje się ich obszaru) zachowaniami między i wewnątrzpłciowymi.

Mówiąc oględnie, lecz bezlitośnie – purytanie i wyzwoleńcy seksualni są sobie wzajem potrzebni, by nie musieć opierać własnej rozkoszy (lub odmawiania sobie jej) jedynie na faktorze osobistej decyzji, w czym akurat sam dopatrywałbym się już o wiele mniej powodów do drwin, które tu czynię.. 🙂

Co się zatem stanie, gdy człowiek reprezentujący kulturę liberalną przestanie z uporem maniaka piętnować “tradycjonalnych oprawców”, a wyznawca wzorców odziedziczonych po epoce “nie nazywania rzeczy po imieniu” zajmie się własnym podkołdrzem, odstosunkowując się od alków odeń różniących się doborem personelu i zestawem gier i zabaw?

W takim momencie zderzamy się z ryzykiem, że jedni i drudzy zderzą się z lustrem szczerości wobec własnych pragnień, w którym będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie:

a) Czy to, czego dotąd broniłem jest tym, czego chcę?

b) Czy to, czego uważam, że chcę, ma rację bytu bez antytezy w postaci rażących dla mnie zachowań?

c) Czy przeciwna strona barykady nie jest przypadkiem tym, co uzasadnia mój osobisty brak odpowiedzialności za istnienie w moim życiu wszystkiego co dostrzegam (również tego, co mnie razi i nie pasuje do akceptowanego przeze mnie kosmosu)? Wreszcie:

d) Czy przypadkiem to, co robią z drugiej strony barykady, nie jest czymś o czym w istocie marzę, co mnie intryguje i ciekawi, jako część mnie, czego jednak sobie odmawiam, najbardziej bojąc się, że jestem stworzony również do takich doświadczeń i idących za nimi mocy..?

Tantryczny punkt widzenia postrzega Mnie jako źródło własnego doświadczenia, w przestrzeni swojej dostrzegający obecność energii rodzicielskich (w wymiarze ekstremalnie ważnej świadomości bycia dzieckiem w swoim świecie), czyli zjawisk, które (o zgrozo) są właśnie w naturalny sposób męskie i kobiece. Gdy dziecko jako centrum swego świata odzyska zaufanie do przestrzeni jako otchłani komunikującej się z nim rodzicielstwa i opiekuńczości, oraz oswoi się ze świadomością, że wszystkie dostarczone przez tą przestrzeń doświadczenia, są odpowiedzią na zapotrzebowanie dziecka, by poznać siebie i całość swojej natury, ze wszystkimi jej aspektami (stąd niezbędność wielu zjawisk na świecie, które uważa się za zło), powoli ułagadza się ostre dotąd zapotrzebowanie, by inni reprezentowali w moim życiu wszystkie te nieładne cechy i energie, pod którymi uparcie nie chciałem się podpisywać. Wówczas też pojawia się zaufanie do przestrzeni otaczającej i przenikającej Mnie, jako czegoś zdolnego do interakcji, żywego i na swój sposób świadomego. Stąd pojawia się moment, gdy można zrobić mały krok (dla wielu odbierany jako skok w otchłań) w kierunku odkrycia w tej Przestrzeni pewnej ważnej roli – roli Partnerskiej, obdarzonej płciowością dla nas częstokroć przeciwną, lub co najmniej atrakcyjną..

Ten pozornie abstrakcyjny akt zawierzenia Wszystkości jako własnemu Partnerowi, lub Partnerce budzi w nas samych zgodę na:

a) Rzeczywistą twórczość własnego doświadczenia, a również z czasem i świata – co eliminuje bezproduktywny już na tym etapie syndrom przywiązania do roli ofiary/kata

b) Przyznanie się do wszystkich możliwych pragnień (w tym seksualnych), jako wyrazu formy zjednoczenia z własną Przestrzenią/Przestrzeniem, gdzie rozpuszcza się w bezmiarze szoku (zderzenia z mocą doświadczenia) tej zgody potrzeba posiadania takich zjawisk (hipostaz) jak grzech, występność, czy konserwatyzm.

Wolność seksualna zaczyna się w momencie otwarcia się na wszystkie możliwe formy samoograniczania się, jako na coś co stanowi li tylko nasz osobisty fetysz i grę dochodzenia do kulminacji rozkoszy zjednoczenia z własną Przestrzenią Partnerską, która (który) bezbłędnie rozbierze do naga całą hipokryzję, jaką uprawiamy, a potem zapyta, czy być może nie pragniemy pozostać w tych gorsecikach i mundurkach, jeśli nas to po prostu kręci..

Wolność seksualna w oczach szamana nie stanowi uwolnienia od skrajności, czy tez pozbycie się jakiegoś elementu poprzez jego odcięcie.

To przyjęcie zgody na osobiste tworzenie wszystkich ograniczeń i skrajności jako osobistego niezbędnika zbudowania napięcia kulminującego rozkosz, w której jeszcze mocniej widać sens naszej osobistej przyjemności zwanej egzystencją.

Nie, niekoniecznie świadomą.

Po prostu egzystencją.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s